Wracałam właśnie z fioletową jedwabną sukieneczką , miałam jeszcze dwie godziny wolnego czasu. Poszłam do central parku, w którym stała moja ulubiona kamienna ławeczka. Często tam siadałam i szkicowałam. Tym razem dzień był ciepły , słoneczny przez co wszędzie widać było dzieci skaczące na skakankach lub ukrywające się w cieniach drzew. Uśmiechnęłam się do siebie przypominając własne dzieciństwo .
- Witam rogatego byka. - usłyszałam głos Simona. Był wampirem , ale zachowywał się jak człowiek. To nas łączyło. Posłałam mu rozbawione spojrzenie.
- Serio ? Lepszego przezwiska nie umiesz wymyślić ?
- Miałem na to trzy sekundy. - obruszył się - A ty jakie wymyśliłaś?
- Trup wegetarianin. - wyszczerzyłam się a on płakał ze śmiechu.
- O co chodzi ?
- Mówisz na mnie ale te wszystkie geny chyba trochę cię upośledziły.
Poklepał mnie po głowie mając współczującą minę.
- No wiesz... - powiedziałam
- Tak tak. Nie spodobało ci się. Ale czasami trzeba znosić rzeczy których nie chcemy. Tak jak ja mój romans z Camille zakończony totalną klęską.
- Przy niej zachowywałeś się jak pies. Naprawdę. Gorzej niż Acher czy ten drugi.
- Masz coraz bardziej złośliwy języczek. Ale zwale to na dojrzewanie. - odpowiedział z podniesioną głową.
- Spotkałam dzisiaj Nocnego Łowcę. Jak mnie zobaczył chciał pozbyć się mnie , ale bał się swojej dziewczyny, albo siostry. Przysięgam .
- Niektóre kobiety bywają brutalne. - wzdrygnął się a ja zaśmiałam.
- Mama przedstawi mi dziś jakąś ważną osobę. Ciekawe kto to.
- Nie dowiesz się jak tam nie pójdziesz niby zbieraj się. - wstałam niechętnie i ruszyłam w stronę domu.